Wyprawa w głąb Ziemi

 

Trochę historii w ramach wstępu.

Stara Góra - obecnie Radzimowice należały niegdyś do jednego z największych ośrodków górnictwa kruszcowego na Dolnym Śląsku. Teren charakteryzuje występowanie dwóch formacji hydrotermalnych złóż rud miedzi oraz aresu. W ilościach śladowych występuje tu również złoto i srebro. Po zakończeniu II Wojny Światowej Rosjanie pracowali tu nad wydobyciem rudy uranowej na większą skalę, lecz o tych pracach wiadomo jednak bardzo niewiele. Początki wydobycia kruszców w Radzimowicach oraz położonych niedaleko miejscowościach sięgają XV wieku. Pierwsze wzmianki o prowadzeniu prac górniczych systemem gwareckim pochodzą z roku 1477. Gwarectwo o nazwie "Volle Gesellenzeche" funkcjonowało tu już w 1790 roku a w 3 lata później otrzymało pierwszą oficjalną koncesję na wydobycie rud miedzi , arsenu , ołowiu , pirytów oraz srebra.
W 1865 roku powstały tu 2 kopalnie należące do jednego z kupców wrocławskich - Luschwitza. Kopalnie "Volle Gesellenzeche" nazwano później "Wilhelm" i "Begrgmanntrost" . W 1867 roku uzyskały one koncesję na eksploatowanie pól wydobywczych o powierzchni 2 189 000 m kwadratowych. Przez kolejne 45 lat kopalnie przechodziły wiele przeobrażeń . Następowały zmiany właścicieli , nadawanie nowych koncesji oraz rozbudowa urządzeń naziemnych . Wtedy też powstała tu pierwsza płuczkownia. Nadmienić należy iż w tym okresie funkcjonowało tu wiele innych ,mniejszych wyrobisk w których utrzymanie zaangażowany był słynny przedsiębiorca Conrad oraz Krzysztof Zeidlitz. W roku 1908 dokonano zjednoczenia czterech największych kopalń , które połączono w jedno gwarectwo pod nazwą " Consolidierte Erzbergwerk Wilhelm". Powierzchnia pola górniczego posiadała wtedy już 8 755 000 m kwadratowych.
Wcześniej gwarectwo uzyskało koncesję na budowę trzech płóczkowni oraz huty do wyprażania oraz rafinowania arszeniku.
Kopalnię "Volle Gesellenzeche" , nazwaną później "Wilhelm" , udostępniono głęboką sztolnią "Heinitz" z dwoma szybami wentylacyjnymi . Wyższe części złoża udostępniała druga sztolnia z przekopem oraz szyb wydobywczy nazwany początkowo nazwą kopalni a później "Louis". Wylot tego szybu znajdował się na wysokości 600m nad poziomem morza a wylot sztolni około 160m niżej.
Kopalnia "Bergmanntrost" posiadała sztolnię o tej samej nazwie o długości około 1km, z wylotem na wysokości 413 m nad poziomem morza oraz szyb wydobywczy "Arnold" , którego wylot znajdowałsię na wysokości 560m n.p.m. Różnica poziomów wynosząca 150m zapewniała możliwość naturalnego odwadniania złoża . Pod koniec XIX wieku wydobycie w kopalni zeszło poniżej poziomu sztolni odwadniającej a ponieważ złoże okazało się obiecujące , pogłębiono w latach 1880-1992 szyb "Arnold" o 30m poniżej jej poziomu.
W 1904 r. W kopalni "Wilhelm" pogłębiono szyb "Louis" do 85m a w 1907 r. POŁĄCZONO CHODNIKAMI WYROBISKA OBU KOPALNI .Przekop nosił nazwę "Fryderyk" i przebiegał na głębokości 142m (430m n.p.m.). Łączna długość przekopu prowadzonego głównie w skałach porfirowych wynosiła 1560m , w tym pomiędzy szybami "Louis" i "Arnold" - 800m. W tym samym roku szyb "Louis" osiągnął głębokość 142m a szyb "Arnold" 104m. głębokości.
Kolejna większa modernizacja kopalni miała miejsce w 1912 roku , kiedy to zainstalowano tam lokomobilę parową wytwarzającą 100KM mocy. Kompresor napędzany silnikiem dostarczał kopalni 12 m sześciennych powietrza na minutę. Energią elektryczną poruszany był również zespół pomp odwadniających. W tym też okresie szyb "Louis" osiągał już wtedy głębokość 192m.
Huta arszeniku w Radzimowicach czynna była do roku 1890 , a po jej zamknięciu koncentrat arszenikowy przerabiano już w Złotym Stoku. Ostatnie roboty górnicze w kopalni "Wilhelm" wstrzymano w 1925 roku. W latach 1939-1945 tuż przed wybuchem II Wojny Światowej na terenie kopalni "Wilhelm" prowadzone były bliżej nieokreślone prace , a na początku 1945 roku kopalnia od strony Lipy została zalana wodą . W roku 1951 podjęto pierwsze prace mające na celu rozpoznanie wyrobisk pod kątem wydobycia złota a także rudy uranowej. W tym celu zrobiono dokładne rozpoznanie geologiczne oraz rozpoczęto prowadznie prac geodezyjnych. W październiku 1954 roku złożono wniosek o koncesję na eksploatację Ag,Co,Au,Cu,As. Obszar miał obejmować 16 546 600 metrów kwadratowych. Projektowana kopalnia miała mieć nazwę "SUDECKIE ZAKŁADY GÓRNICZE - STARA GÓRA". Prace zostały jednak przerwane w roku 1957 z powodu odkrycia bogatych złóż miedzi w rejonie Lubina.

W latach 90-tych , w związku z ponownym wzrostem zainteresowania możliwością eksploatacji złóż złota w Sudetach , koncesję na prace rozpoznawcze tutejszego złóża na obszarze 4km kwadratowych otrzymał irlandzki koncern "Gleniss" , a na obszarze 92 km kwadratowych w Górach Kaczawskich amerykańsko-australijski koncern "Silesia Gold Mines" , który prowadził poszukwiania metodą geosejsmiczną w Radzimowicach , Czarnowie i w rejonie Wlenia-Lubomierza.

Na podstawie prac:

T.Dziekońskiego , H.Fechnera , Berga , M.Staffy , L.Zawiślaka , T.Bednarka

opracował Adam Wojcieszonek

Radzimowice


Wyprawa w głąb Ziemi

 

Miejsce akcji: ...Radzimowice - nieczynne wyrobiska kopalń Volle Gesellenzeche oraz Bergmanntrost zjednoczone w roku 1908 pod nazwą "Wilhelm"

Cel wyprawy: ...badanie oraz inwentaryzacja systemu podziemnych chodników kopalni
Uczestnicy: ......Joanna Wojcieszonek(Gdańsk), Kazik Niecikowski(Gdynia), Łukasz(Warszawa), .............................Krzysztof (Szczecin), Adam Wojcieszonek(Gdańsk)


Przygotowania do wyprawy trwały około 2 tygodni. Po ilości chętnych zainteresowanych wyprawą miałem pewne obawy czy skład ekipy nie będzie zbyt liczny, co mogłoby utrudnić przemieszczanie się wewnątrz systemu kopalni , ale mimo ogromnego zainteresowania 200- letnimi wyrobiskami ostateczny skład grupy zamknął się w 5-ciu osobach, co było rozwiązaniem najbardziej optymalnym .
Z Gdańska wyjechaliśmy w środę w nocy pociągiem pospiesznym do Jeleniej Góry. Dostanie się do niewielkiej wioski - Radzimowice będącej celem naszej wyprawy nie było sprawą prostą. Z roku na rok połączeń kolejowych jest coraz mniej więc wybór środków transportu staje się coraz bardziej ograniczony - zwłaszcza ,gdy nie podróżuje się samochodem. Z Jeleniej Góry udało się nam przedostać PKS-em do Mysłowa - niewielkiej malowniczej miejscowości leżącej u podnóża Góry Żelaźniak. Stamtąd po krótkiej wizycie w sklepie spożywczym i uzupełnieniu brakujących produktów oraz zapasów kalorii rozpoczęliśmy "wspinaczkę" w kierunku Radzimowic leżących prawie na szczycie góry. Dla niektórych był to zwykły marsz ale dla mnie ze względu na zawartość plecaka stanowiącą sprzęt powszechnie oceniany jako ciężki była to wspinaczka zbliżona do granic mojej wytrzymałości. Szliśmy skrótami - łagodnie nachylonym zboczem przemieszczając się wzdłuż traktów polnych i pastwisk.
W Radzimowicach przywitał nas Sołtys proponując nocleg w przygotowanym pod kątem turystów pięknym domku z kamienia . Nie ukrywam , że kiedy obejrzałem posesję , to miałem poważne wątpliwości dotyczące tego ,które miejsce noclegowe wybrać - byłą kopalnię rud polimetalicznych czy też śliczny domek z oczkiem wodnym będący najdoskonalszą odskocznię od naszego mieszczańskiego klimatu zgiełku , zaduchu i hałasu.

W ramach rozpoznania terenu udaliśmy się do położonego kilkaset metrów od radzimowickiego placu zebrań szybu Arnold . W jego rejonie znajdowała się zachodnia część wyrobisk kopalni Wilhelm .Szyb ARNOLD - widok z dna szybu.Szyb jest prostokątnym otworem o wymiarach 4x2 m i aktualnej głębokości około 45 m. Z jego dna odchodzi wąski kilkunastometrowy korytarz o wysokości około 1m , którym po oczyszczeniu z gruzu skalnego być może udałoby się dotrzeć do wyrobisk niedostępnej części kopalni. Takich prób jednak nie podejmowałem ze względu na to iż na dół zjechałem sam a prace wymagały asekuracji innej osoby zabezpieczającej odwrót w przypadku obsypania się chodnika lub innych nieoczekiwanych niespodzianek. Miejsce jest jednak godne uwagi i rokuje spore szanse na dotarcie do nieznanej części wyrobisk. Kolejnym interesującym miejscem w szybie Arnold jest wąska szczelina biegnąca w dół wzdłuż korka stanowiącego dno szybu. Przypuszczam , że po odpowiednim "przygotowaniu" tej ciekawej szczeliny również udałoby się nią dostać do niższych , być może drożnych części szybu , które prawdopodobnie otworzyłyby drogę do kolejnej części wyrobisk kopalni Wilhelm. Właściwa część wyprawy rozpoczęła się po tym jak dojechał ostatni uczestnik - Łukasz z Warszawy. Jedynym obiektem wejściowym umożliwiającym dostęp do kopalni jest około 90- metrowy szyb Louis , którego nazwa przez ostatnie lata przeszła wiele przeobrażeń i stąd często określa się go mianem szybu "Luiza" , co nie jest prawidłowym nazewnictwem stosowanym za czasów funkcjonowania kopalni. Przygotowanie zjazdu do piekielnych czeluści ziemi rozpoczęliśmy od zamontowania stanowiska , któremu towarzyszyło objadanie się smażonymi kaniami - te przygotowane w warunkach polowych smakowały o stokroć lepiej niż smażone w domu z dodatkami rozmaitych przypraw smakowych.
Jeszcze przed naszym przyjazdem do Radzimowic na forum dyskusyjnym trwała wymiana poglądów dotycząca zabezpieczenia stanowiska zjazdowego na czas naszego pobytu w kopalni. Planowany on był na ponad 3 dni. Ponieważ nie było w planie zostawienia u góry ekipy powierzchniowej powstały problem należało jakoś rozwiązać. Podstawowym zadniam było zabezpieczenie się w rozsądny sposób przed przypadkowymi dowcipnisiami mogącymi wrzucić coś do otworu szybu podczas naszego wychodzenia lub zjazdu albo też uszkodzić stanowisko zjazdowe.
Zjazd do szubu LOUISW planach było osadzenie kotew w szybie i zainstalowanie stanowiska awaryjnego które umożliwiałoby wyjście nawet przy odcięciu głównej liny. W tym celu wyposażeni byliśmy w wiertarki udarowe , akumulatorowe przetwornice napięcia i pełne głowy pomysłów dotyczących sposobu realizacji planu awaryjnego . Z pomocą przyszedł nam Coldboy z Wałbrzyskiej Grupy Sztolniowej , który zgodził się poświęcić swój cenny czas na to, aby przyjechać do Radzimowic w niedzielę i zabezpieczyć nasze wyjście. Wcześniej został wyposażony w 100m liny i krótkofalówkę umożliwiającą porozumienie się z naszą ekipą na dole. Dzięki temu udało się zaoszczędzić co najmniej 5-6 godzin czasu na montowanie awaryjnego stanowiska i mocowanie punktów stałych w szybie.
Jako pierwszy na dół zjechał Kazik informując nas drogą radiową o stanie szybu oraz wyrobisk znajdujących się na dole. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą kiedy usłyszeliśmy , że tam na dole JEST w miarę suche miejsce na zorganizowanie podziemnego biwaku. Wcześniej obawialiśmy się , że po obfitych opadach deszczu będzie to niemożliwe. Ta informacja spowodowała pojawienie się uśmiechu na ustach wszystkich , którzy byli jeszcze na górze. W następnej kolejności zjechała Aśka a ja wraz z Łukaszem rozpoczęliśmy przygotowanie kilkaset kilogramów sprzętu stanowiącego nasze niezbędne wyposażenie do transportu na dół. Było tego sporo, gdyż same tylko zapasy wody pitnej stanowiły prawie 20 kg. Moje największe obawy budziły jednak plecaki oraz worki jaskiniowe ze sprzętem , które później trzeba było wyciągnąć na górę.....
Około godziny potrwało opuszczenie ekwipunku na dno 90-cio metrowej dziury w ziemi , na której dnie czekała reszta ekipy przygotowując miejsce biwakowe.
Po zakończeniu transportu sprzętu na dół zjechał Łukasz a następnie ja - jako ostatni. Przypinając się w prawie całkowitych ciemnościach do liny spostrzegłem jak zmieniło się miejsce tętniące życiem jeszcze 2 godziny temu. Dookoła było pusto , ciemno , wiał lekki wiatr - jedynie piękne gwiaździste niebo zatrzymało mnie u góry jeszcze parę chwil...
Nie wiem jak to się stało ale podczas zjazdu nie zauważyłem chodników wlotowych poziomu I i II . Może to ze zmęczenia .... Jakieś 20 m przed osiągnięciem dna zatrzymałem się po usłyszeniu dziwnego szumu brzmiącego podobnie do zimnej wody wylewanej na gorące palenisko. Rolka zjazdowa była tak gorąca , że trudno było ją dotknąć w miejscu mocowania okładzin. Kapiąca z góry woda osiadając na rozpalonym kawałku metalu wydawała dźwięki naprawdę dziwne. No i musiałem zwolnić tempo.
W końcu dotarłem do dna , a właściwie korka .
Szyb LOUIS -  korek zawaliskowy na poziomie 90mNie był on naturalnym dnem szybu ani zawaliskiem dennym - były to zaklinowane warstwy starych górniczych stempli , złomu w postaci pociętych karoserii samochodowych oraz śmieci. Pod tym korkiem powinno znajdować się jeszcze co najmniej 90m niedrożnego obecnie szybu .
Kiedy wszyscy w komplecie byliśmy już na dole , dzień dobiegł końca. Każdy zjadł to co nadawało się do najszybszego przygotowania na ciepło i poszliśmy spać.
Piątkowy poranek rozpoczął się od intensywnych działań. Trzeci poziom kopalni na którym się znajdowaliśmy należał do jednego z najbardziej rozległych i dlatego też natychmiast po śniadaniu rozpoczęliśmy jego penetrację. Kształt chodnika głównego przypominał literę "T" , gdzie najdłuższa linia była ciągiem transportowym posiadającym niegdyś 2 równoległe linie torów kolejki podziemnej. Obecnie pozostałości po nich wraz z rozjazdem i fragmentami zwrotnicy, wyłaniały się w niektórych miejscach z pod wody wypełniającej chodnik. Stan głównego skrzyżowania poziomu III nie był najlepszy. Zlokalizowany w odległości 3-4 m zsyp urobkowy uległ osunięciu , pociągając za sobą konstrukcje wzmacniające skrzyżowanie chodników. Widać , że musiało to nastąpić jeszcze za czasów funkcjonowania kopalni gdyż ściana zsypowa wzmocniona była kilka metrów dalej stalowymi konstrukcjami oraz szynami kolejowymi na długości 10m. Zaraz za tą ścianą chodnik kończył się ślepo z górnym obejściem które można było osiągnąć wchodząc po drabinie. Dolna część chodnika była ślepa a wiszący nad nią ogromny oderwany blok skalny o długości co najmniej 8 metrów nie robił dobrego wrażenia na osobach chcących przedostać się dalej po drabinie i ułożonych dalej deskach. My jednak spenetrowaliśmy dokładnie obydwa boczne ramiona litery "T".
Poziom III - salka z zawaliskiemW każdym z chodników zachowana była w niektórych miejscach obudowa drewniana zabezpieczająca strop i ściany wyrobiska. Drewniane zsypy urobkowe , których na III-cim poziomie znalazłem aż 7 były w prawie idealnym stanie - zakonserwowane przez wodę drewno sprawiało wrażenie jak gdyby było zupełnie nowe i zamontowane tu przed paroma godzinami. Interesujące były również kolorowe nacieki skalne powstałe w wyniku wypłukiwania pierwiastków metali ze skał oraz zachodzącyh w wyniku zmieszania z wodą reakcji chemicznych. Różnorodność kształu oraz kolorystyka nacieków w tej kopalni była naprawdę niesamowita. Nacieki znajdowały się na wszystkich poziomach , na które dotarliśmy. Ich kolory począwszy od białego i purpurowego przechodziły łagodnie w zieleń , brąz i gdzieniegdzie czerń. Korytarz biegnący w kierunku wschodnim kończył się ślepo. Poterna zachodnia stanowiła ciąg chodników o różnej długości , biegnących na różnych poziomach i doprowadzała stromą pochylnią do 2 sal przypominających te spotykane w jaskiniach. W jednej z tych sal znajdował się szyb międzypoziomowy prowadzący...... no właśnie - nikt nie odważył się wchodzić do tej dziury więc nie wiem dokąd prowadził. Szybik miał kształt prostokątny o wymiarach 1x1,2m i widocznej głębokości około 8m. Być może był on częścią poziomu wentylacji znajdującego się niżej lub na dole kończył się zsypem urobkowym. Jest to wysoce prawdopodobne gdyż urobek z komory w której szyb się znajdował musiał być "zrzucany" na dół a następnie transportowany do poziomego wylotu sztolni lub szybu. koryta zsypoweKomora równoległa znajdująca się obok stanowiła jak gdyby fragment ciągu komunikacyjnego. Z tąd rozchodziły się chodniki w 3 kierunkach. Tu również znajdowało się pionowe zejście ciągiem drabinowym do kolejnego , niższego poziomu kopalni - poziomu IV. Dzień zakończyła sesja fotograficzna , starałem się uchwycić na fotografii wszystkie najistotniejsze elementy kopalni i jej wyposażenia układając sobie jednocześnie w głowie plan chodników poziomu na którym się znajdowaliśmy.
W sobotę rano obudził nas głuchy i niewyraźny dźwięk dobiegający gdzieś z górnej części głównego szybu. Trudno było zrozumieć o co chodziło osobie będącej na górze gdyż ściany odbijają dzwięk do tego stopnia iż wypowiadanie 3 wyrazów na raz jeden po drugim powoduje że echo pierwszego zagłuszało kolejne wypowiadane słowa. Spodziewaliśmy się w sobotni poranek przyjazdu Krzyśka ze Szczecina ale trudno było nam na dole określić jednoznacznie czy osobą stojącą gdzieś tam 90 metrów na nami był właśnie on. Rozpoznałem go dopiero po barwie głosu - to był właśnie Krzyś. Już na początku wystąpiły problemy z porozumienim się z nim. Rzucaliśmy głośno pojedyncze wyrazy tak aby nie powodować efektu echa. Za 10-tym chyba razem kiedy zrozumiał moje słowa "lina wolna" , "możesz zjeżdzać" usłyszałem z górnej częsci studni ledwo zrozumieły wyraz "jadę". Wtedy natychmiast opuściłem podszybie. Przy podczepianiu się do liny często popycha się nogą kamyki lub piasek , który spadający z wysokości 90m jest w stanie rozwinąć prędkość 100km/h a co za tym idzie - jest w stanie przebić na wylot nawet kask więc kiedy ktoś manewrował w szybie a zwłaszcza w jego górnych częściach nie wolno było stać w świetle otworu wlotowego.
poręczowanie pochylniKrzyśiek zdecydował się na zjazd razem z plecakiem ,który podczepił pod sobą. Jego podróż na dół trwała około 10 minut. Kiedy znalazł się na dole , w nas wszystkich wstąpił nowy "duch" eksploracji i po śniadaniu zabierając zapasy lin do poręczownia , kombinezony OP-1 oraz ponton udaliśmy się w kierunku pochylni prowadzącej do czwartego poziomu chodników kopalni. Pochylnia stanowi opadający pod kątem kilkunastu stopni w dół długi chodnik na którego końcu znajduje się salka z wejściem do ciągu drabinowego. Jedna z części tej salki wypełniona jest gęstym błotem do którego można wpaść niepostrzeżenie aż po pas albo i głębiej ....
Zaporęczowaliśmy pochylnię oraz cały ciąg drabinowy prowadzący kilkadziesiąt metrów niżej i tak po przetransportowaniu pontonu , aparatów fotograficznych i kamer ruszyliśmy chodnikiem dobiegowym do głównego ciągu komunikacyjnego poziomu IV.
Chodnik główny wypełniony był wodą której poziom przekraczał w niektórych miejscach 1m. Niektóre odcinki przemierzaliśmy pieszo ale do penetracji kilku z nich niezbędny był ponton. Chodniki biegnące w stronę wschodnią kończyły się charakterystyczną pętlą z przodkiem , którą nazwałem "klucz" , gdyż swoim kształtem idealnie taki przypominała. Wszystkie chodniki w rejonie klucza wypełnione były wodą do wysokości 1m .
W pobliżu głównego skrzyżowania znajdowała się odnoga wymagająca przemieszczania się pontonem ze względu na wysoki poziom wody.

poziom IV - eksploracja wcišgapoziom IV - cišgi jaskiniowepoziom 4 - korytarz naciekowy

W pierwszej kolejności popłynąłem razem z Krzyśkiem. Chodnik wypełniony był wodą o kolorze ciemno brązowym , tak więc nawet woda niezmącona utrudniała określenie tego co znajduje się w dnie chodnika. Kilkudziesięciometrowym korytarzem dopłynęliśmy do niewielkiej salki podpartej górniczym, stemplem . Z tego miejsca chodniki rozchodziły się w 2 kierunkach. Wypłynięcie z ów salki wymagało "przesiadki" , czyli wyjścia z pontonu oraz przetransportowania go przez zawalisko do dalszej partii chodnika. Kiedy już tam wpłynęliśmy moim oczom ukazał się widok istnie jaskiniowy. To , co zobaczyliśmy nie przypominało właściwie starej kopalni a raczej jaskinię z pięknymi stalaktytami i stalagmitami różnego koloru. Niektóre z nich były tak długie , że ciężko było omijać je płynąc pontonem. W tym jaskiniowym chodniku woda miała kolor ciemno-brunatny. Poziom IV charakteryzował się tym , że właściwie każdy zalany chodnik nie posiadający swobodnego przepływu wody zawierał substancje barwiące ów wodę na inny kolor. Podczas penetracji kopalni spotykaliśmy wodę krystalicznie czystą , białą , brązową , brunatną oraz czerwoną. Zróżnicowanie barw było naprawdę niesamowite.
Po powrocie do głównego chodnika ponton opanowały 3 kolejne osoby: Aśka , Łukasz oraz Kazik a ja wraz z Krzyśkiem udaliśmy się spenetrować niewielką salkę zsypową podzieloną jak gdyby w poziomie na 2 części. Na jej końcu widoczne były dalsze partie systemu ale dostęp do nich nie był łatwy. Górną półką przejść się właściwie nie dało a nawet jeśli, to było to duże ryzyko ,którego nikt z nas podejmować nie chciał. Dolna część salki wypełniona była wodą oraz namuliskiem. Przemieszczanie się tam możliwe było jedynie w pontonie . Problem był tylko jeden - szerokość chodnika była węższa od szerokości pontonu.
Stałem z Krzyśkiem po kolana w zimnej wodzie i czekaliśmy na powrót załogi gumowego okrętu. Czas mijał a ich wciąż nie było. Kiedy z zimna zaczęły dopadać nas "drgawki" zacząłem maszerować nerwowo brodząc po kolana w wodzie w jedną i drugą stronę chodnika. A ich wciąż nie było.... Głosy usłyszałem dopiero po przeszło 40 minutach . Już chciałem zapytać co takiego się stało, kiedy z pontonu wysiadł mokry po pas Kazik. Wypadek przy pracy . Podczas przeprawy przez zawalisko wypadł korek zamykający jedną z komór pontonu , który pod obciążeniem 3 osób zaczął tonąć. I to była porażka..... Łukasz rzucił się szybko na ratunek mojej żony , która nie umiała pływać , a Kazik jako kapitan jednostki bez wydania rozkazu opuszczenia okrętu ewakuował się do wody :-) . Na szczęście wszystko skończyło się bez większych problemów. Załoga wróciła w okolice "klucza" w pełnym składzie z suchym sprzętem fotograficznym. Najbardziej jednak ucierpiał Kazik .
Cofnęliśmy się kilkadziesiąt metrów w kierunku salki z trawersem debatując po drodze nad możliwościami bezpiecznego przedostania się dalej. Ostateczną metodą była przeprawa pontonem na odcinku kilku metrów - tam gdzie pozwalała na to szerokość chodnika a następnie wspinaczka na balkon skalny skąd można było przedostać się dalej wzdłuż linii wyrobiska. Kazik niestety nie zdecydował się na ten trudny manewr i został na samym początku głównego chodnika czekając na nasz powrót. Rozległy system chodników poziomu IV znajdował się w idealnym stanie technicznym. Maszerując po wodzie wyczuwalne były wszędzie tory kolei , na jednym ze skrzyżowań leżał przewrócony na bok wagon kolejki górniczej. Z braku czasu nie udało nam się spenetrować wszystkich bocznych chodników ale z pewnością będzie to głównym punktem kolejnej wyprawy. Wstępny rekonesans chodników poziomu IV zajął nam cały dzień. Wieczorem po powrocie do bazy zabrałem się za rysowanie aktualnego planu chodników.
Niedziela - bya dniem kiedy nasza akcja dobiegała już końca. W drodze powrotnej do góry postanowiliśmy jeszcze zwiedzić drugi poziom kopalni , gdzie udaliśmy się od razu po śniadaniu zapominając z tego wszystkiego zabrać krótkofalówkę. O godzinie 15-tej miał przyjechać Coldboy . Komunikacja z nim możliwa była właściwie jedynie za pomocą radia. Pech chciał , że około 14-tej wgramoliliśmy się dopiero do wąskiego chodnika otwierającego drogę na II poziom. Tam rzuciła mi się w oczy tabliczka przymocowana do jednego ze stempli na której widniał napis: "Szyb Luizy , dofinansowane przez Unię Europejską" . II poziom chodników kopalni znajduje się na głębokości 50m. Strach mnie ogarnął kiedy zobaczyłem , że zaborcze łapy Unii docierają nawet pod ziemię ...... ;-)
System chodników na poziomie spenetrowaliśmy pobieżnie na zasadzie zbierania informacji o jego strukturze przydatnej podczas wypraw planowanych w przyszłości.
W tym czasie Krzysiek , Kazik i Aśka zaczęli wspinaczkę do góry w kierunku wylotu szybu.
Ja wraz z Łukaszem zmuszeni byliśmy do ponownego zjazdu na dół aby asekurować od dołu transport sprzętu do góry, gdzie druga część naszej ekipy zmontowała na bloczkach specjalne stanowisko wyciągowe . Transport sprzętu potrwał prawie do godziny 23-ciej. To była najgorsza i najcięższa część wyprawy . Z Radzimowic wyjechaliśmy w godzinach nocnych.
Rozległość systemu chodników kopalni przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Wielu interesujących miejsc nie udało nam się sprawdzić z powodu braku czasu ale do tego obiektu na pewno jeszcze powrócimy !

wyjscie z dziutytransport sprzetu za pomocš wycišgu

Na zakończenie trochę statystyk:

- w kopalni spędziliśmy 72 godziny
- spenetrowaliśmy około 2,5 km podziemnych wyrobisk
- najniższy punkt do którego dotarliśmy znajdował się na poziomie IV ,na głębokości 135m poniżej poziomu ..ziemi
- przez cały pobyt wewnątrz obiektu zużyliśmy 25 litrów wody pitnej , 1 litr benzyny do prymusów oraz grzałek ..katalitycznych , oraz 30 Ah energii elektrycznej zasilającej reflektory do kamer i aparatów fotograficznych
- łącznie wykonaliśmy 763 zdjęcia aparatami cyfrowymi oraz 72 zdjęcia aparatem analogowym , powstał ..również przeszło godzinny materiał filmowy
- w kopalni wykorzystaliśmy około 160m lin statycznych oraz dodatkowe 100m przy wyciąganiu sprzętu na ..powierzchnię - ..razem 260m
- przez okres pobytu w kopalni wypiliśmy 4 piwa
- na górę wyciągnęliśmy około 4 kg śmieci - naszych oraz cudzych
- z kopalni zapomnieliśmy zabrać: 1 łyżeczki stalowej - śniadaniowej , kombinezonu OP-1 zapakowanego w ..zieloną torbę , zupki chińskiej "kurczak złoty". Uczciwych znalazców prosimy o zwrot wyżej wymienionych ..przedmiotów

Lady Moon - inspiratorka wyprawy do RadzimowicLady Moon - inspiratorka wyprawy do Radzimowic

 

stanowisko zjazdowe

Filmiki autorstwa Kazika

 

 

tekst: Adam Wojcieszonek


**** Zapraszam również do obejrzenia galerii zdjęć . ****