ciekawe miejsca , nasze wyprawy
Sztolnie byłych
kopalni złota w Głuchołazach
W XV i XVI kiedy to intensywnie
rozwijało się górnictwo złota oraz rud żelaza - w okolicach Głuchołaz
istniało przeszło 70 wyrobisk górniczych o różnym charakterze , strukturze
i przeznaczeniu. Drogocenne kruszce wydobywano tu głównie metodami
górniczymi drążąc szyby i sztonie a w latach późniejszych próbowano
uruchomić wydobycie metodami odkrywkowymi co niestety nie przyniosło
większych rezultatów. Okoliczne kopalnie złota , a właściwie ich pozostałości
interesowały mnie od wielu lat i pewnie dla tego właśnie Głuchołazy
i ich okolice stały się centrum moich zainteresowań.
Pierwsza wyprawa w Góry Opawskie odbyła się VI.2000r. Wtedy też nasza
grupa dysponowała jedynie szczątkowymi informacjami o tamtejszych
obiektach górniczych. Wyjazdy organizowane w celu zrobienia rozpoznania
terenowego mają to do siebie że zabiera się na nie setki kilogramów
sprzętu. Ponieważ nie wiedzieliśmy co zastaniemy na miejscu staraliśmy
się przygotować akcję tak aby zaskoczenie spowodowane brakiem jakiegoś
wyposażenia nie zmusiło nas do zrezygnowania z eksploracji obiektów.
Mieliśmy więc na wyposażeniu sprzęt wspinaczkowy , speleo , pontony
, namioty oraz nieodłącznie towarzyszący nam podczas wypraw agregat
prądotwórczy wraz z tak zwanym "zestawem małego majsterkowicza"
, który już wielokrotnie doceniliśmy podczas penetracji obiektów górniczych.
Wyprawa zaowocowała zlokalizowaniem na północnym zboczu Przedniej
Kopy dwóch niewielkich wyrobisk . Kilkunastu miejsc po byłych szybach
górniczych na terenie Góry Parkowej oraz sporej ilości charakterystycznych
jarów w których niegdyś znajdowały się wloty sztolni. Wszystkie nasze
znaleziska nanieśliśmy skrupulatnie na mapy topograficzne a naszymi
spostrzeżeniami z wypraw terenowych zapełniliśmy 16-to kartkowy zeszycik.
Kolejna wyprawa odbyła się w połowie stycznia 2001 roku . Dostałem
wtedy telefon od znajomego ze Złotego Stoku z informacją że nieopodal
Głuchołaz a konkretnie na polach uprawnych w pobliżu przejścia granicznego
w Konradowie otworzyło się olbrzymie zapadlisko będące niegdyś prawdopodobnie
zabezpieczonym drewnianą obudową szybem górniczym. Wtedy też udało
mi się w ciągu godziny postawić na nogi cały skład grupy co rzadko
się zdarza . Sam nie wiem jak to zrobiłem gdyż od 4 tej rano zazwyczaj
wszyscy śpią a mnie się udało !!!. Po 36-ciu godzinach spotkaliśmy
się w Złotym Stoku w składzie Artur (Siemianowice) , Magda i Michał
(Kraków) , Adam (Gdańsk) , Paweł (Gdańsk) , Bożena (Złotów) . Do Głuchołaz
wyruszyliśmy natychmiast po tym jak ostatni uczestnik - spóźnialski
(czyli ja) dojechał na miejsce. Nietrudno się domyśleć iż celem akcji
miało być spenetrowanie szybu-zawaliska powstałego na polu w wyniku
roztopów.
Po tym jak zbliżyliśmy się do ów miejsca od razu powstało kilka problemów
technicznych , które na początku wydawały się być nie do przeskoczenia.
Z informacji jaką otrzymałem wynikało iż głębokość zapadliska wynosi
około 10m a po opuszczeniu sondy okazało się , że ma ono prawie 18m
głębokości. Dysponowaliśmy sporymi zapasami lin więc taka niewielka
różnica głębokości nie miała tu większego znaczenia . Problemem okazał
się fakt iż w pobliżu zawaliska nie istnieje żaden rozsądny punkt
nadający się do zamocowania liny zjazdowej ! Z pomocą przyszedł nam
mój imiennik z Krakowa , którego samochód wyposażony był w hak holowniczy.
Przeszło 3 godziny zajęło nam doprowadzenie auta w okolice zapadliska.
W pobliżu nie było drogi dojazdowej więc obładowany ciężkim sprzętem
Nissan wieszał się niemal na każdej koleinie zaoranego , zamarzniętego
pola uprawnego.
W końcu się udało . Auto stanęło dumnie w odległości kilku metrów
od zapadliska a o powrocie na szosę aż strach było nawet pomyśleć.
Niesprzyjające warunki atmosferyczne powodowały że zmachani "przenoszeniem"
samochodu nie mieliśmy za bardzo możliwości zorganizowaniem bazy biwakowej.
Zrezygnowaliśmy również z opuszczania do szybu kamery gdyż lejkowate
w górnej partii zawalisko utrudniłoby opuszczenie sprzętu .
Na dół pierwszy zjechał Adam - jako najbardziej z nas doświadczony
dziurołaz , potem swoje umiejętności zaprezentowała Bożena zawieszając
się niepostrzeżenie na lince asekuracyjnej. Moim zadaniem było potem
odcinanie jej co dla osoby wiszącej nie jest jak wiadomo przyjemnym
przeżyciem. Dno zawaliska podobnie jak wstępna , górna partia miała
kształt sporego leja. W ścianie po wschodniej stronie na wysokości
2-3m od dna ukazał się nam niewielki otwór . Jako że każdy marzył
o podziemnym biwaku , wypoczynku i odsypianiu zaległości ma hasło
"jest dziura" wszyscy zgodnie rzuciliśmy się w jej kierunku.
Część wejściowa posiadała spory nasyp ziemny powstały w wyniku zapadnięcia
się warstw ziemi ale przy górnej warstwie ciągnęła się niewielka szczelina
biegnąca w dół pod dosyć ostrym kątem. Po przeczołganiu się do wnętrza
ukazał się nam niewielki fragment chodnika górniczego zakończonego
po mniej więcej 10-ciu metrach zawałem skalnym. Chodnik nie posiadał
żadnej obudowy , nie znaleźliśmy tam też żadnych elementów wyposażenia
kopalni , torowiska ani niczego podobnego. Szybko ktoś wpadł na pomysł
aby spróbować przekopać się dokładnie wzdłuż sztolnie - po drugiej
stronie szybu-zapadliska. Niestety nie przyniosło to żadnych rezultatów.
Inwentaryzacja zakończył a się w Srebrnej Górze gdzie debatowaliśmy
prawie 2 dni przy grzanym piwku przed powrotem do domu.
W 2002 roku ze względu na nawał wypraw eksploracyjnych w inne rejony
kraju nie udało się nam zorganizować żadnej wyprawy do Głuchoaz. Eksplorowaliśmy
jednak w wolnych chwilach wszystkie możliwe wydawnictwa o tematyce
górniczej związane z Górami Opawskimi. Przeszło po roku przerwy weszliśmy
w posiadanie planów górniczych , gdzie wyniki ich analizy przeszły
nasze najśmielsze oczekiwania. Wtedy też po raz pierwszy spotkałem
się z opisem Sztolni Trzech Króli , wyrobisk Henriette , Anton i innymi
obiektami godnymi penetracji. Do 2004 roku odbyliśmy jeszcze 6 wypraw
do głuchołazkich kompleksów górniczych. Każda wyprawa owocowała poznaniem
przynajmniej kilku wyrobisk , określeniu ich lokalizacji , stanu technicznego
oraz długości. Za każdym razem przy okazji pobytu tam odwiedzaliśmy
ów szyb zapadliskowy , który z roku na rok stawał się coraz płytszy
a już na początku 2002 roku zasłonił całkowicie wlot jedynego istniejącego
na tamtej głębokości chodnika górniczego.
Najciekawszy obiekt jakim wg. opisów mogła być kopalnia Anton nie
by niestety dostępny . Tereny na których znajdowały się wejścia do
sztolni są obecnie splantowane i nie ma możliwości dotarcia tam bez
odpowiednich zezwoleń władz no i odpowiedniego nakładu środków finansowych
. Ciekawym obiektem jest tak zwana Sztolnia trzech Króli biegnąca
w kierunku przejścia granicznego. Łączna długość wyrobisk tej sztolni
posiadała niegdyś długość 5 km. Po naniesieniu planów kopalni na mapę
topograficzną łatwo udało nam się określić iż szyb-zapadlisko , który
powstał na polach odpowiada dokładnie lokalizacji szybu kopalni. Zlokalizowaliśmy
ponadto inne szyby a raczej ich pozostałości a na podstawie analizy
terenu oraz informacji jakimi dysponowaliśmy określone zostały potencjalne
lokalizacje wlotów chodników Sztolni Trzech Króli.
Kolejna wyprawa szlakami głuchołazkiego górnictwa odbyła się w drugiej
połowie 2004 roku. Ona dopiero po paru ładnych latach eksploracji
obiektów w rejonie Głuchołaz zainspirowała mnie do napisania tego
tekstu.
Wszystko zaczęło się od tego że ilość materiałów oraz informacji jakie
nazbieraliśmy wspólnie nawarstwiła się już do tego stopnia iż wymagała
już weryfikacji w terenie. Niestety termin wyprawy zaproponowany przeze
mnie odpowiadał początkowo jedynie mojej osobie więc akcja raczej
nie zapowiadała się na udaną. Mimo tego stwierdziłem że swoje ostatnie
dni urlopu spędzę właśnie tam. Dopiero 2 dni przed planowaną akcją
dołączy do mnie 3 osoby - Magda , Michał oraz Roman z Wrocławia -
nasz nowy nabytek sekcji poszukiwawczej ;-)
Tak się niefortunnie złożyło że pozostała część grupy miała w planach
inne wyjazdy . Paweł na którego najbardziej liczyłem zaległ już 2-gi
tydzień gdzieś w podziemiach Linii Maginota a Adam zrezygnował z dalszego
odkrywania głuchołazkich podziemi na korzyść kopalni Konstantin niedaleko
Ząbkowic Śląskich.
Tak więc w niezbyt licznym składzie zapakowaliśmy graty w postaci
kilkudziesięciu kilogramów sprzętu alpinistycznego , narzędzi do kopania
, 2 pontonów i agregatu.
Na miejscu byliśmy już w piątek rano. Sprzęt podwieźliśmy traktorem
zaprzyjaźnionego autochtona pod niewielkie zagłębienie terenu zlokalizowane
kilkaset metrów od szybu Sztolni Trzech Króli. Plany górnicze będące
w moim posiadaniu nie obejmowały niestety tego miejsca wiec wchodziliśmy
właściwie niewiadomo gdzie. Nie było to jednak ważne - liczył się
tylko dreszczyk emocji przy odkrywaniu - odkopywaniu czegoś dla nas
zupełnie nowego.
Wykopki trwały zaledwie 2 godziny . Kopaliśmy prostokątną dziurę wzmacniając
ją deskami mocowanymi w 4 narożnikach. Ów narożne stemple trzeba było
co chwilę wbijać niżej wraz z całą konstrukcją a od góry mocować kolejne
deski - taka wypraktykowana już metoda umożliwia zbudowanie nawet
10-cio metrowego szybu solidnie i pewnie oszalowanego. Prace nie trwały
jednak długo kiedy jeden ze stempli nagle zapadł się dosyć głęboko
co poważnie nachyliło całą konstrukcję szalunku. Ponieważ trudno było
określić dalszy stan szybu , jego głębokość i rodzaj korka zalegającego
w górnej części położyliśmy nad szybem 2 nielegalnie wycięte drzewka
brzozowe i podczepiliśmy do nich cały szalunek aby utrzymywał się
w prawidłowym położeniu. Każde z nas było zabezpieczone liną więc
teoretycznie nawet załamanie się korka nie powinno spowodować natychmiastowego
i nieoczekiwanego znalezienia się na dole ale przyznam że czuliśmy
się bardzo niepewnie gdyż grunt pod nami był ...... no właśnie - niepewny.
Ziemię wybieraliśmy ostrożnie wiaderkiem z miejsca gdzie stempel się
zapadł i odsłoniliśmy tym sposobem wierzchnią warstwę głównego korka
będącego zlepkiem drewnianych szalunków , drzew , ziemi i gruzu. Dalsze
prace polegały na wybieraniu gruzowiska kamyk po kamyku . To co nie
nadawało się do wyjęcia zrzucaliśmy w wąski otwór skalny gdzieś w
czeluść szybu. Zajęło to kolejne 2 godziny zanim otwór osiągnął rozmiary
nadające się do tego aby wślizgnąć się nim do środka. Tym razem zjechałem
pierwszy. Spodziewałem się długiego zjazdu gdyż większość szybów w
tych okolicach posiadła powyżej 10-ciu metrów. Po kilku minutach osiadłem
na miękkim gruncie wpadając w błotnistą maź aż po pas. Zarówno naprzeciwko
mnie jak i za plecami znajdował się wypełniony częściowo wodą chodnik.
Błoto zalegające na dole było tym co przez lata obsypywało się z korka.
Na ścianach szybu w jego górnej części widoczne były charakterystyczne
szczeliny utworzone przez wodę wpływającą prawdopodobnie z pól. Sztolnia
jak się domyśliłem jest systematycznie zalewana tym właśnie otworem
szybu. Zdziwiło mnie od razu to , że ciężki sprzęt rolniczy śmigający
po polach nie wpadł jeszcze do tego szybu albo innych , jakich jest
tu mnóstwo. Po chwili wszyscy wraz ze sprzętem znaleźliśmy się na
dole. Nikt nie chciał zostać u góry aby zabezpieczyć odwrót więc jednogłośnie
stwierdziliśmy że podejmujemy to ryzyko - nie pierwszy raz zresztą.
Chodniki na dole miały kirunek przebiegu północno - zachodni. Sztolnia
w dobrym stanie bez jakiejkolwiek obudowy początkowo mogła się wydawać
dopiero opuszczoną przez poszukiwaczy kruszców. Rozmiary chodnika
umożliwiły przemieszczanie się z plecakami gdyż ich wysokość wynosiła
2m i 30 cm na około 2 m szerokości. Rozdzieliliśmy się na 2 grupy
- każda ruszyła w inną stronę . Ustaliliśmy że spotykamy się w tym
samym miejscu za 3 godz - na kolację , zostawiliśmy zbędne toboły
zostawiając jedynie sprzęt speleo i sztywne racje żywnościowe . I
ruszyliśmy....
Po około 50-ciu metrach doszliśmy do rozwidlenia korytarza po drodze
mijając 4 kilkumetrowe chodniki zakończone przodkami. Wszystkie skierowane
były na południe. Wybraliśmy lewy chodnik gdyż w bliźniaczym zalegała
niewielka warstwa wody. Po przejściu 100m napotkaliśmy ponowne rozwidlenie
przy czym prawa odnoga kończyła się przodkiem po 10ciu metrach. Po
drodze rzuciłoby mi się w oczy spore ilości łupków kwarcowych i charakterystycznych
głębokich otworów kilkucentymetrowej średnicy w stropie chodnika .
Po godzinie marszu mieliśmy za sobą jeszcze 4 rozgałęzienia chodników
z czego 2 stanowiły skrzyżowania 4 chodników biegnących w różne strony.
Tuż za jedną z tych krzyżówek znaleźliśmy dziwną komorę 4 metrowej
wysokości , gdzie w jej górnej partii dały się zauważyć resztki szalunku
lub też drewnianej pokrywy. Być może miejsce to jest kolejnym szybem
stanowiącym zagrożenie dla tutejszych rolników śmigających ciężkimi
maszynami po polu. Podczas kolacji konsultowaliśmy z grupą , która
poszła w drugą stronę wygląd sztolni oraz na podstawie szkiców robionych
po drodze rozrysowaliśmy fragment struktury kopalni. Następnego dnia
penetrując kolejne partie systemu podzieleni na 2 grupy trafiliśmy
na fragment torowiska kolejki. Było to w odległości 1800m od naszej
bazy wypadowej. Szyny nie posiadały żadnych sygnatur i były wyjątkowo
cienkiej konstrukcji. Na odcinku naszego marszu nie napotkaliśmy ani
jednego podkładu kolejowego. Pozostały po nich jedynie podłużne zagłębienia
wypełnione próchnem i błotem. Im dalej oddalaliśmy się od bazy tym
stan górniczy wyrobisk stawał się coraz gorszy. Niektóre odnogi wymagały
czołgania się nawet na długości 60-ciu metrów. Powrót następował dopiero
po tym kiedy dalsze przeciskanie stawało się niemożliwe. Szczęśliwym
trafem nie natrafiliśmy na zawały mogące utrudniać penetrację. Najciekawszy
znajdował się w długim pochylonym w dół pod kątem 5-6 stopni chodniku
, którego nie udało się nam spenetrować do końca. Spacery trwały jeszcze
3 kolejne dni. Razem zinwentaryzowaliśmy ponad 4 km chodników. Nie
znaleźliśmy złotonośnego kruszcu , nie odkryliśmy skarbu II Rzeszy
, złota Wrocławia ani niczego w tym stylu. Mimo tego była to jedna
z bardziej ekscytujących wypraw w tym roku. Przeciskanie się do góry
szybem wejściowym przypominało mi przeżycia jakich doznałem w kopalni
Wacław kiedy myślałem że na zawsze już zalegnę w takim korku ale jakoś
wytrenowałem w sobie poruszanie się po takich miejscach.
Nie była to z pewnością ostatnia wyprawa do tej kopalni. Kolejne będą
organizowane niedługo - mam nadzieję ż tym razem w pełnym składzie.
Wciąż zadaj sobie pytanie gdzie byliśmy ? Czy to właśnie była słynna
Sztolnia Trzech Króli ? Czas pokaże.
michu@silesianet.pl
p.s. Tekst pochodzi z
2004 r. Od tamtego czasu odbyły się jesze 2 wyprawy poszukiwacze ,
których przebieg opiszę niebawem.