SŁOWO POLSKIE NR 299 (354)
  WROCŁAW, CZWARTEK 30 PAŹDZIERNIKA 1947 ROKU

Jak wygląda podziemne miasto hitlerowców?

10 milionów worków cementu

pozostało jeszcze z olbrzymich zapasów, jakie nagromadzono w Głuszycy



  Wysłannik nasz zwiedza olbrzymie podziemne miasto, odkryte przezeń przypadkowo w Głuszycy. W przepastnych korytarzach zepsuł się system wentylacji. Zwiedzającym gaśnie karbidówka i ogarnia ich nieprzejrzana ciemność...
  Brak reflektorów elektrycznych zmusza nas do wycofania się z tej części podziemia. Trzymając się za ręce idziemy w kierunku wylotu - tak przynajmniej mówi inż. Dolmuss. Nam wydaje się, że idziemy stale w głąb podziemi a nie ku wyjściu.
  Zapalona karbidówka rzuca mdłe światło na skały, niczym w tej części korytarza nie podparte. Korytarz jest dość szeroki, ale można przechodzić po nim jedynie środkiem. Z boku za niski pułap. Nierówny jest stopień wykończenia niektórych odcinków tuneli.

  Na jednym z korytarzy

ZATRZYMUJEMY SIĘ PRZY ŻELAZNYCH DRZWIACH.

  Bronią one dostępu do bocznego korytarza, który miał prowadzić do prywatnych pokojów Hitlera. Usiłujemy podważyć żelazne drzwi - Nawet nie drgną. Dolmuss mówi, że to syzyfowa praca - ale jeśli, że znajdują się tam skarby, to gotów jest nas zaprowadzić z innego końca korytarza.
  Prawdę powiedziawszy, mamy tego serdecznie dość, rezygnujemy więc z dalszego zwiedzania korytarza.
  Dolmuss twierdzi, że w podziemiach pracowali jedynie ochotnicy - Żydzi, którym przyznawano specjalne racje żywnościowe oraz włoscy minerzy. Praca była ciężka i niebezpieczna.

TYSIĄCE LUDZI GINĘŁY POD OLBRZYMIMI ODWALINAMI SKAŁ

- dlatego chętnych było niewielu. Ze sceptyzmem odnosimy się do słów Dolmussa - wiemy przecież, w jaki sposób werbowali Niemcy "ochotników". Interesuje nas jedynie w tej chwili fakt, czy inż. Dolmuss mówi to ze złej woli, czy - jako człowiek nauki - nieświadomie.
  Z prawdziwą ulgą wyszliśmy na światło dzienne. Słabe październikowe słońce, po mroku korytarzy, oślepia.
  Jedziemy dalej. Minąwszy kilka łagdnych serpentyn znajdujemy drugie wejście do wnętrza ziemi, podobne do pierwszego. Służyć ono miało wyłącznie Hitlerowi.

  Nie ma tu po co schodzić.

  Interesują nas teraz
SKŁADY MATERIAŁÓW BUDOWLANYCH

olbrzymie bunkry, stosy żelaznych konstrukcji, betoniarki, pogłębiarki, potężne kolejowe trawersy - i na pół ukończone roboty nad pomieszczeniami biur.
  Niedaleko szczytu góry osiedlił się tu osadnik z Buczacza. Dzieci jego z zaciekawieniem patrzą na auto - jesteśmy dla nich pierwszymi od wielu miesięcy gośćmi ze świata.
  Spoza gęstwy dziwnie żółtej trawy wybiegają ze szczytu wzgórza równolegle do świerków leśnych stalowe pręty. Jest ich całe mnóstwo. Wyrastają one jak drzewa z betonowej podstawy bunkrów, które rozsiadły się na wierzchołku wzgórza. Poniżej mieści się wejście, do którego dochodzi się po wąskiej kładce. Dach miano przysypać ziemią i zasadzić na niej drzewa. W obrębie robót każde drzewko chronione jest przed skaleczeniem obiciem z desek. Wnętrze bunkru jest jeszcze całkowicie niewykończone. zepsuty, ponieważ dachy baraków są zniszczone i na cement odtąd stale padał deszcz. Inż. Dolmuss mógłby na ten temat wiele powiedzieć, ale nie wiadomo dlaczego wstrzymuje się od objaśnień...

*powrót*